Szar¿a 21 Lipiec 2005, Czwartek
By³ to niedzielny, zimowy, wilgotny poranek. Spotkali¶my siê po wczorajszej „zbiorówce,” aby sprawdziæ niecelne strza³y. Mokry ¶nieg zalegaj±cy w lesie od d³u¿szego czasu u³atwia³ nam zadanie.... [kliknij na tytu³] By³ to niedzielny, zimowy, wilgotny poranek. Spotkali¶my siê po wczorajszej „zbiorówce,” aby sprawdziæ niecelne strza³y. Mokry ¶nieg zalegaj±cy w lesie od d³u¿szego czasu u³atwia³ nam zadanie. Szli¶my za postrzelonym dzikiem, który pozostawi³ na linii ¶cinkê d³ugiej szczeciny. Nie by³o kropli farby, jednak d³ugo wraz z psem sprawdzali¶my jego trop. Po kilometrze upewnili¶my siê, ¿e by³a to obcierka, gdy¿ w miêdzyczasie dwukrotnie buchtowa³ w poszukiwaniu ¿o³êdzi. Wygramolili¶my siê z le¶nego oddzia³u i ze wzglêdu na do¶æ wczesn± porê ucinali¶my sobie pogawêdkê pod roz³o¿ystym dêbem. Z daleka zauwa¿yli¶my zbli¿aj±cego siê do nas „malucha”. Wysiad³ z niego Jurek zwany „Szaroburym” (od czasu, gdy w ksi±¿ce wyj¶æ wpisa³ odstrza³ kota szaroburego). By³ bardzo podekscytowany. Jego ulubionym polowaniem by³ podchód. Potrafi³ przej¶æ przez las wiele kilometrów.
Tak te¿ by³o i dzisiaj: „Poszed³em o ¶wicie do lasu” opowiada³.... „przechodz±c w pobli¿u kilku dorodnych dêbów zauwa¿y³em buchtuj±ce dwa dorodne dziki. Z³o¿y³em siê do strza³u wykorzystuj±c poblisk± sosnê na podpórkê. Strzeli³em i od razu zorientowa³em siê, ¿e spó¼ni³em. Dziki ruszy³y w gêst± olszynê. Po chwili poszed³em ich tropem. Postrzelony dzik zaleg³ po dwustu metrach, gdy jednak siê zbli¿a³em - uchodzi³ przede mn±. Tak by³o dwa razy i postanowi³em pojechaæ po pomoc.” Jurek by³ szczególnym majsterkowiczem. Zas³yn±³ szczególnie z tego, gdy na przystrzelanie broni przywióz³ swój sztucer z nowo zamontowan± lunet±. Monta¿ okaza³ siê bardzo trwa³y bo luneta by³a...... przyspawana do broni!. Pó¼niej unika³ spotkañ z nami na strzelnicy. Po kilku latach zrezygnowa³ z ³owiectwa ze wzglêdu na stan zdrowia.
Zapakowali¶my siê do samochodów. Jurek ruszy³ przodem. Jecha³em tu¿ za nim terenowym Mitsubishi i podziwia³em mo¿liwo¶ci terenowe „malucha”, który wprost przeskakiwa³ potê¿ne dziury wype³nione b³otnist± mazi±. Dojechali¶my na „Groblê”, le¶ne uroczysko, które jest wymarzonym miejscem dla dzików. Jurek wskaza³ nam trop strzelanego dzika. Prowadzi³ w podmok³y oddzia³ zaro¶niêty olszyn± i kêpkami gêstych ¶wierków. Po krótkiej naradzie postanowili¶my, ¿e ja wraz z Jurkiem i z psem na otoku pójdê tropem dzika a pozosta³e „Towarzystwo” obstawi wspomniany kawa³ek lasu.
Odczekali¶my oko³o piêtnastu minut, aby wszyscy spokojnie zajêli swoje stanowiska. Wtedy nie by³o jeszcze telefonów komórkowych, wiêc wszystko odbywa³o siê na zegarek i wyczucie. Zapi±³em Wigora (jamniola szorstkiego) i ruszy³em w oddzia³. Jednak zaraz na pocz±tku zapl±ta³em siê w krzakach z psem i otokiem w jeden wielki wêze³ gordyjski. Po rozpl±taniu pu¶ci³em psiaka luzem, a ten pomkn±³ jak strza³a. Po paru sekundach us³ysza³em jego gruby g³os oznajmiaj±cy bezpo¶redni kontakt z dzikiem. Szybko obieg³em gêstwinê i stan±³em na nieco odkrytym terenie. Zobaczy³em jak dzik wydrapuje siê na drug± stronê szerokiego rowu wype³nionego wod±. Z jego boku zwisa³ k³êbek jelit, które wyrwa³a kula. Z³o¿y³em siê z mojej wys³u¿onej kniejówki, jednak nie by³o okazji do oddania celnego i pewnego strza³u. Dzik znikn±³ w kêpie ¶wierczyny. Wigor zgrabnie przesadzi³ rów i ruszy³ za nim.
Ja równie¿ skoczy³em odwa¿nie ......... w sam ¶rodek lodowatego bagienka. Poczu³em jak b³otko czule otacza moje cia³o do poziomu pasa. Ale adrenalina robi³a swoje. Wyskoczy³em jak ¿bik z „borowiny” i ruszy³em za dzikiem. W tym momencie znów us³ysza³em ujadanie Wigora. Zbli¿y³em siê do ¶wierków, które w tym miejscu zrobi³y siê nieco rzadsze. Ujadanie zamieni³o siê w skowyt i mój psiak wylecia³ w powietrze jak z katapulty! Po Wigorku! przemknê³o mi przez my¶l i podbieg³em do psa. Schyli³em siê i zacz±³em go ogl±daæ. Nie zauwa¿y³em ¿adnych obra¿eñ, bola³a go jedynie przednia ³apka. Szósty zmys³ nakaza³ mi podnie¶æ g³owê. Piêtna¶cie metrów przed sob± ujrza³em naszego „przeciwnika”. Emanowa³a z niego niewyobra¿alna w¶ciek³o¶æ! Pierwszy raz zobaczy³em tak± ekspresjê u dzika. ¯eby tylko nie uciek³, pomy¶la³em, podrywaj±c siê na równe nogi. Dzik z pewno¶ci± pomy¶la³ o tym samym, bo b³yskawicznie zaszar¿owa³ w moim kierunku. Strzeli³em z przyrzutu pod nogi. Odyniec zwali³ siê dotykaj±c gwizdem moich butów i zacz±³ pisaæ testament. Wigor doskoczy³ szarpi±c zwierza. Powoli zaczê³o do mnie docieraæ, jak du¿o ³askawo¶ci okaza³ mi w tym dniu ¦w. Hubert. Potraktowa³ to chyba jako powa¿n± przestrogê przy lekkomy¶lnym postêpowaniu.
Po chwili z g±szczu wylaz³ Jurek. „Wszystko widzia³em” wyszepta³, „...ale sytuacja by³a pod kontrol±. Ca³y czas ciê ubezpiecza³em” Podziêkowa³em mu serdecznie. Doszli pozostali koledzy. Maciek u³ama³ ¶wierkowe ga³±zki. Przy³o¿y³ odyñcowi pieczêæ, a mi poda³ na kapeluszu z³om. D³u¿sz± chwilê stali¶my w milczeniu. No có¿, trzeba siê braæ do roboty stwierdzi³ ponownie Maciej i wyjmuj±c nó¿ pochyli³ swoj± wielk± postaæ nad odyñcem.
Nast±pi³o ogólne rozlu¼nienie i w tym momencie poczu³em ch³ód mokrego ubrania.
Dzia³ajcie ostro a ja jadê siê przebraæ, powiedzia³em.
Dobra, dobra za¶mia³ siê Maciek, lepiej siê od razu siê przyznaj, ¿e masz pe³ne gacie!
Odyniaszek wa¿y³ w punkcie skupu dziewiêædziesi±t dwa kilogramy, niby nie zbyt du¿o, ale takie s± ..............najgorsze!
Darz Bór
|